„Czarny Wygon. Bisy II” okiem literaturoznawcy

Najnowsza książka Stefana Dardy trafia właśnie do księgarń, ale niektórzy zapoznali się z nią jeszcze przed wysłaniem tekstu do druku. Jednym z Czytelników mających lekturę „Bisów II” za sobą jest literaturoznawca, dr hab. Dariusz Trześniowski, prof. nadzw., który na temat tej powieści wypowiedział się w następujący sposób:

Oto ostatnia części tetralogii "Czarny Wygon" Stefana Dardy. Powracają poznane wcześniej postaci, domykają się wszystkie rozpoczęte wcześniej wątki. Magiczne puzzle układają się w całość. Wydarzenia mają miejsce na pograniczu realnego świata i fantastyki, formowanej przez barwną mozaikę wyobrażeń chrześcijańskich, pogańskiej demonologii ludowej, snu i magii. Gra toczy się teraz o wysoką stawkę. Przestaje już chodzić tylko o zdjęcie klątwy, która dotknęła mieszkańców Starzyzny, roztoczańskiej wioski, choć to na Roztoczu właśnie, pomiędzy Guciowem, Krasnobrodem i Bliżowem, rozgrywają się fundamentalne dla świata wydarzenia. To tutaj stają naprzeciwko siebie siły ciemności i światła, zła i dobra. Jednak najważniejszą rolę, jak zawsze w takich historiach, odgrywa człowiek; to on dokonuje wyboru, od jego decyzji i działań zależy, kto z tego starcia wyjdzie zwycięsko. Prawdziwa walka toczy się w jego wolnym i krytycznym umyśle. Zło przebija stawkę, oferuje więcej: natychmiastowy sukces, osobiste szczęście, materialne powodzenie... Dobro jest pozornie nieatrakcyjne: domaga się altruizmu i empatii, każe myśleć o drugim człowieku. I wcale nie jest ważne, czy jesteśmy na taką konfrontację wartości przygotowani.

Główny aktor zdarzeń - Witold Uchmann - to "kaleki facet, po pięćdziesiątce, ale wyglądający o wiele starzej, który tylko ściąga zagrożenie na innych", życiowy oustsider, podatny na depresję, ciężko doświadczony przez los, zapominalski pechowiec... Ma jednak rzadki dar: pewność (nie wiarę, ale właśnie pewność) istnienia innego świata. Potrafi rozpoznać w pozornie zwyczajnym człowieku ukrytego demona, kogoś, kto zaprzedał się złu. Wystarczy, że spojrzy mu w oczy - pozbawione źrenic...

Stefan Darda potrafi opowiadać historie. Fabuły jego książek rozwijają się początkowo powoli, niejako leniwie, by potem przyspieszyć, poprowadzić przez zaskakujące zwroty akcji, zwielokrotnione punkty kulminacyjne i dać rozwiązanie, które trzeba przemyśleć i dopowiedzieć. Czytelnik staje się współtwórcą opowieści. Tu nic się nie kończy definitywnie... A także sprawia, że zapominamy o granicy, jaka dzieli literaturę od rzeczywistości. Ostrzegam czytelnika, że skutkiem lektury będą wyprawy do Słonecznej Doliny w poszukiwaniu Starzyzny czy do Bliżowa, by odnaleźć przysiółek Bisy. Także o północy w Wielki Piątek, kiedy, wsłuchując się w ciszę, czekać będziemy na dźwięk dzwonów z przeklętej wioski. Czy każdego innego dnia o godzinie trzeciej nad ranem, "gdy nocne ptaki skończą już swój koncert, a ranne jeszcze go nie zaczynają" i kiedy otwierają się magiczne drzwi pomiędzy światem realnym i magicznym... I każdemu spotkanemu człowiekowi będziemy patrzeć głęboko w oczy, by sprawdzić, czy może oczy te nie mają źrenic...

Prof. dr hab. Dariusz Trześniowski jest Dziekanem Wydziału Filologiczno-Pedagogicznego oraz Kierownikiem Katedry Filologii Polskiej Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu